W te wakacje, jak co roku, odwiedziłam Dziwnów, jedno z tych miejsc, które nigdy mi się nie znudzi, w którym za każdym razem odkrywam coś nowego i które zawsze będzie moim drugim domem.
Przedzieram się przez las, między drzewami. Pod stopami czuję igły. Idę tą samą ścieżką. Nie mam pojęcia nawet, który to już raz. Szum morza rozbrzmiewa w moich uszach, a promienie słońca już przebijają się przez drzewa i ogrzewają moją twarz. Czuję powoli powiew chłodnego wiatru, ale nie przeszkadza mi to, jest upalnie. Czuję pod stopami chłodny, zacieniony piasek. Zaraz będzie gorący, nagrzany od słońca. W końcu moim oczom ukazuje się widok, który nigdy nie przestanie mnie zachwycać.
Lubię patrzeć na spokojne żaglówki, lekko kołyszące się na wietrze, zgodnie poruszające się z każdą falą. Już niebawem prześcignie je szybka motorówka, zaburzająca całą harmonię.
Uwielbiam nieprzewidywalność naszego morza, za każdym razem, gdy zmierzam ku plaży zastanawiam się w jakim nastroju jest tym razem.
Spokojne, jakby czymś zmęczone. Malutkie fale muskające brzeg.
A może rozgniewane. Próbujące wykrzyczeć coś z siebie.
Spienione grzbiety agresywnie atakujące falochrony.
Kiedy zapowiada się pochmurny dzień, przemyka przeze mnie cień zawiedzenia, nic nie zastąpi kąpieli słonecznych, jednak zapominam, że morze nie potrzebuje prażącego słońca, żeby sobą zachwycać i łapać za serce.
Kropi deszcz. Jednak jest tak słaby, że to nie on moczy moje ubranie, włosy i twarz. W powietrzu wyczuwa się morską bryzę, która sprawia, że kosmyki włosów opadające mi na twarz stają się wilgotne.
Obok miejsca mojego zakwaterowania - do którego wracam co roku - znajduje się port. Można by powiedzieć nawet, że jest o rzut beretem od mojego pensjonatu. Lubię chodzić tam na spacery. Obserwować lśniącą w promieniach słońca wodę, na której lekko kołyszą się cumowane statki.
Lubię patrzeć na statki, chodzić po ich pokładzie. Obserwować pracę marynarzy i kapitana.
Podziwianie widoków ze statku to bajka.
Nadmorski zachód słońca to jeden z tych widoków, które zapierają dech w piersiach za każdym razem, kiedy mam szansę go podziwiać. Złociste słońce odbijające się w spokojnej tafli wody, niebo mieniące się masą kolorów i chłodny piach otaczający moje stopy. Jeśli tylko pogoda na to pozwala robię to codziennie. Mimo że mieszkam w górach i tu zachód jest równie piękny, ten nad wodą mogłabym obserwować przez cały rok.
Lubię obserwować zakochanych ludzi puszczających lampiony szczęścia, które suną po wieczornym niebie i tak bardzo - gdy staną się maleńkie - przypominają spadające gwiazdy.
Uwielbiam księżyc, który każdego wieczoru pojawia się na niebie.
Zawsze ten sam, jednak za każdym razem różni się kolorem, kształtem, wielkością. Niełatwo uchwycić jego prawdziwe piękno.
A co jest najcudowniejszego w tej pasji? Fotografa cieszą nawet małe rzeczy. I zauważą nawet taką biedronkę na falochronach.



















